DLACZEGO JEST NAM DO ŚMIECHU
Poprzednie pokolenie śmiało się z otyłego człowieka we fraku, który dostaje ciastem w głowie. Nam to ciasto się już przejadło, chyba że ów grubas jest przedstawicielem rządu jednego z większych mocarstw, a ciasto upieczone jest z domieszką marihuany i rzucone przez stereotypowego przedstawiciela innego narodu. Niegdyś komedie były bardziej ostrożne. Śmiano się z wypadków, powodowanych przez niezdarnego człowieka, przy czym nigdy nie były to wypadki poważne. Ot, ktoś się przewrócił i upadł na cztery litery, czemu towarzyszył zabawny dźwięk. Dziś taki wypadek powinien być poważny w skutkach. Ktoś wypada przez okno, kto inny zostaje porażony prądem, o natężeniu, które mogłoby zasilić tramwaj. W czasach dawnego kina nikomu nie przyszłoby do głowy by śmiać się z kalectwa, a współcześnie oglądamy filmy, w których wykorzystywane są motywy dzieci umierających w hospicjum. Może jest to spowodowane tym, że chętniej śmiejemy się z tego, czego się boimy, jak strach przed śmiercią, przed terrorystami. Czujemy się pewniej, gdy robi się z tego komedię, być może podświadomie sądząc, że to nas uchroni przed konsekwencjami psychicznymi takich wydarzeń w życiu realnym